W związku z rozglądaniem się za inną pracą miałem ostatnio nieco do czynienia z procesem rekrutacji w różnych firmach. Muszę przyznać, że są to doświadczenia całkiem ciekawe, szczególnie, że cztery lata temu do pozyskania aktualnej pracy wystarczyła tylko jedna rozmowa w jednej firmie (100% skuteczności ;) ).
Pierwsza rzucająca się na starcie w oczy i dosyć dokuczliwa kwestia, to forma rekrutacji. Pracy szukam dosyć daleko od mojego aktualnego miejsca zamieszkania. Można by pomyśleć, że w dobie Internetu, globalnej wioski, nie będzie to żadną przeciwnością. A jednak. Wśród kilkunastu ofert, które otrzymałem, tylko dwie firmy miały naprawdę przyjazne podejście w tej kwestii. Firma "A" nawet bez kontaktu telefonicznego, jako wstępny etap rekrutacji, przesłała zadania do rozwiązania. W firmie "B" po wyjaśnieniu sytuacji z dystansem i koniecznością wzięcia urlopu możliwe było odbycie rozmowy drogą telefoniczną.
Rozmowa ta zresztą zapewniła mi ciekawą anegdotę do opowiadania. Przeprowadzana była przez dwie osoby, więc korzystały z urządzenia głośnomówiącego. Skutek był taki, że miałem spore problemy ze zrozumieniem, co do mnie mówią. Startowy dialog wyglądał mniej więcej tak:
- Czy .... ..... .....?
- [nic nie zrozumiałem więc:] Czy może Pani powtórzyć?
- Czy .... ..... .....?
- [sytuacja bez zmian, nadal nie mam pojęcia o co chodzi:] Można jeszcze raz?
- Czy .... ..... .....?
- [tutaj już wydaje mi się że zrozumiałem, więc z niedowierzaniem dopytuję:] Czy umiem pływać?
- Czy dobrze nas słychać, ale chyba jednak nie.
Zaliczyć taką gafę na starcie rozmowy - bezcenne. Uznanie dla osób rekrutujących, że zachowały powagę i nie ryknęły śmiechem. ;) Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie dodać, że praca w Gdańsku, więc skojarzenie oczywiste.
Inna rozmowa nauczyła mnie, że pytań należy się spodziewać także wtedy, gdy żadne nie są zadawane. Firma "C", jeden z czołowych serwisów w polskim Internecie. Podczas przedstawiania profilu działalności wspomniane zostało, że spora część kodu wciąż działa na PHP4, gdyż stwarza spore problemy podczas prób migracji. Padło także stwierdzenie, że wprowadzenie namespace w PHP 5.2 w końcu na tą migrację pozwoliło. Od razu uderzyło mnie, że technologia ta wprowadzona była przecież w wersji 5.3, ale siedziałem cicho i się nie odzywałem, w końcu po co przerywać przy takiej drobnostce. Dopiero później tego dnia uświadomiłem sobie, że ze strony programisty raczej nie mogło być pomyłki w tej kwestii, szczególnie gdy jest to tak kluczowa technologia dla migracji kodu. Wniosek jest oczywisty. Było to sprawdzenie mnie, czy wyłapię i skoryguję tę pomyłkę.
Nauka na przyszłość: odzywać się ;)
Firma "D", to doskonały przykład stwierdzenia "nie oceniaj książki po okładce" (ta zasada pewnie funkcjonuje w obie strony ;) ). Strona internetowa nastrajała mnie niezbyt pozytywnie. Wyglądało mi to tak, jakby była to standardowa agencja interaktywna, która głównie zajmuje się hurtowym tworzeniem stron klientom na różnej maści darmowych framework’ach (typ pracy, której zdecydowanie chciałbym uniknąć ze względu na znikomą możliwość rozwoju). Jednak podczas wizyty na miejscu okazało się zupełnie coś innego. Firma prowadzi spory i ciekawy z punktu widzenia programisty projekt, na którym pewnie sporo można by się nauczyć.
Kilkanaście kontaktów i tylko 4 firmy w przykładach. Przyczyna? Tutaj ujawnia się kolejny spory problem procesu rekrutacyjnego. Drażliwy temat wynagrodzenia. Ponieważ jeden z opisywanych wyjazdów skończył się na tym, że firma oferowała mniej, niż oczekiwałem, postanowiłem nie marnować więcej czasu swojego, oraz innych i jeśli konieczne jest stawienie się w siedzibie firmy, staram się ustalić m.in. jakie widełki finansowe przewidywane są na dane stanowisko już w rozmowie telefonicznej. W tym momencie większość rozmówców zaczyna się strasznie wykręcać od kontynuowania tematu. Jakby podanie kwoty, którą zamierzają zapłacić miało być zdradzeniem największych tajemnic firmy. W większości przypadków jest to zapewne spowodowane tym, że nie ma się czym chwalić. Skoro udaje się funkcjonować przez zatrudnianie niedoświadczonych studentów ze sporą rotacją pracowników za niewielkie pieniądze, to po co przepłacać.
Zupełnie niepoważnym podejściem do tej kwestii wykazała się jedna z powyższych firm. W pierwszej rozmowie telefonicznej określiłem wymagania finansowe i otrzymałem potwierdzenie, że są one w oferowanych widełkach. Następnie pojawiłem się na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych (każda, to konieczność skorzystania z urlopu i ponad 300 km do przejechania), aby na koniec otrzymać telefon z zaproszeniem na kolejną, gdzie porozmawiamy o kwestiach finansowych ("zdecydowanie wyróżniam się na tle pozostałych kandydatów, ale niestety moje oczekiwania są zbyt wysokie").
Każda firma chce zatrudnić programistę z doświadczeniem, tylko że żadna z nich nie chce mu zapłacić.
Czy będą kolejne doświadczenia w tym temacie? Jeśli tak, to znaczy, że szukanie kiepsko mi idzie ;)
brak napisał(a): 2010-03-24 20:20
debilowo na całego :(
Zupełnie jak "cena do uzgodnienia" w niemal każdym ogłoszeniu.
Bartek napisał(a): 2010-03-25 08:48
cóż takie życie Tomku :) nie ma to jak w domu :) sam wiesz :) pozdrowienia
kel napisał(a): 2010-03-27 16:34
forma rekrutacji świadczy tylko o podejściu przyszłego pracodawcy do swoich pracowników. najlepsze z czym ja się spotkałem na rozmowie z jednym z największych sklepów internetowych to pytanie na moją odpowiedź na temat oczekiwanych zarobków: "ale pan podaje kwotę netto czy brutto?" :D
kolega z serwera napisał(a): 2010-04-23 09:44
No cóż. Technika funkcjonowania firmy "na studenta" fajnie wygląda w księgowości, bo niewiele kosztuje. Zupełnie inaczej wygląda na firmowych zebraniach, gdzie szefostwo zachodzi w głowę "dlaczego realizacja projektu tak się przedłuża i dlaczego tam ciągle coś nie działa?" Ano drogi panie szefie (szefowo) odpowiedzi na te pytania udzieli panu (pani) księgowość. Jedziemy małym fiatem, a oczekujemy komfortu i szybkości mercedesa. Student czy stażysta dobry jest do pisania tekstów na strony spamujące, ale nie do realizacji dużych projektów. Ekipa składająca się ze studentów kosztuje niewiele w skali miesiąca (niskie pensje, ale w skali roku czy dwóch kosztuje bardzo dużo, bo minął rok, a my dalej jesteśmy w lesie, bo projekt leży. Taniej i skuteczniej jest zatrudnić dwóch dobrych programistów za porządne pieniądze niż 10 studentów, którzy i tak po 3 miesiącach odejdą z firmy pozostawiając po sobie kawałki kodu nie do rozwikłania.